Miłego czytania! <3 /D&M
------------------------------------------------------------------------------
Koncert jak zawsze świetny. Fanki które piszczą i płaczą na każdy ruch Dawida. To jest coś czego nie da się opisać słowami...
Zaraz po koncercie poszliśmy jeszcze na chwile do hotelu po nasze rzeczy razem z Kwiatkowskim.
-Co to są za dźwięki ?- zapytałam przerażona gdy szliśmy korytarzem do pokoju.
-Hahahah, szybki numerek.-śmiał się
-Boże.. ci ludzie muszą to robić w takich miejscach?
-E tam, robią w gorszych
-Widzę że obeznany jesteś -zachichotałam pod nosem
-A ty nie?-zdziwił się
-Jakoś niespecjalnie mnie to interesuje.
-Szkoda, fajne uczucie... -rozmyślał
-Weź przestań -zaśmiałam się
Weszliśmy do pomieszczenia, trochę ogarnęliśmy łóżko.
-Kurwa zaraz im zapukam do drzwi jak nie przestaną-mówiłam gdy Kwiatkowski nie mógł przestać się śmiać ze mnie.
-Zostaw ich w spokoju, niech się nacieszą przyjemnością
-Głupek-walnęłam go w ramię po czym zaczęłam się śmiać.
-Serio mówię
-Dobra, chodźmy stad jak najszybciej -zamknęliśmy pokój i kierowaliśmy się w stronę recepcji by oddać klucz.
***
Wróciliśmy do Warszawy jakoś w nocy jakoś w nocy, nikomu nie chciało się jechać do mnie do domu, więc zostaliśmy wszyscy u Dawida. Najgorsze było to że było jedno dwuosobowe łóżko a nas czterech. Ja, Kwiatkowski, Pilewicz i Wrzosek. Super po prostu!
-I co teraz? Kto leci na podłogę?-zaśmiałam się
-Ty śpij z Dawidem na łóżku, pewnie będzie się cieszył-odezwał się cynicznie Igor
-Nie rozumiem o co ci chodzi..
-Nie ważne- wyszedł z pokoju.
Wiedziałam że muszę z nim porozmawiać więc szybko powędrowałam za nim.
-Ej, powiesz mi co cię ugryzło czy nie?
-Mówiłem Ci już, że nieważne!
- A może dla mnie tak? Jesteś moim przyjacielem i chcę Ci pomóc
- Ale to już jest bez znaczenia- powiedział opierając się o blat w kuchni. Podeszłam do niego i przytuliłam z całej siły
- Będzie dobrze, jak będziesz chciał pogadać to możesz zawsze do mnie przyjść. - powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko, jego oczy były przepełnione bólem, rozpaczą, nie mogłam zrozumieć o co tak na prawdę mu chodziło.
-Co to są za dźwięki ?- zapytałam przerażona gdy szliśmy korytarzem do pokoju.
-Hahahah, szybki numerek.-śmiał się
-Boże.. ci ludzie muszą to robić w takich miejscach?
-E tam, robią w gorszych
-Widzę że obeznany jesteś -zachichotałam pod nosem
-A ty nie?-zdziwił się
-Jakoś niespecjalnie mnie to interesuje.
-Szkoda, fajne uczucie... -rozmyślał
-Weź przestań -zaśmiałam się
Weszliśmy do pomieszczenia, trochę ogarnęliśmy łóżko.
-Kurwa zaraz im zapukam do drzwi jak nie przestaną-mówiłam gdy Kwiatkowski nie mógł przestać się śmiać ze mnie.
-Zostaw ich w spokoju, niech się nacieszą przyjemnością
-Głupek-walnęłam go w ramię po czym zaczęłam się śmiać.
-Serio mówię
-Dobra, chodźmy stad jak najszybciej -zamknęliśmy pokój i kierowaliśmy się w stronę recepcji by oddać klucz.
***
Wróciliśmy do Warszawy jakoś w nocy jakoś w nocy, nikomu nie chciało się jechać do mnie do domu, więc zostaliśmy wszyscy u Dawida. Najgorsze było to że było jedno dwuosobowe łóżko a nas czterech. Ja, Kwiatkowski, Pilewicz i Wrzosek. Super po prostu!
-I co teraz? Kto leci na podłogę?-zaśmiałam się
-Ty śpij z Dawidem na łóżku, pewnie będzie się cieszył-odezwał się cynicznie Igor
-Nie rozumiem o co ci chodzi..
-Nie ważne- wyszedł z pokoju.
Wiedziałam że muszę z nim porozmawiać więc szybko powędrowałam za nim.
-Ej, powiesz mi co cię ugryzło czy nie?
-Mówiłem Ci już, że nieważne!
- A może dla mnie tak? Jesteś moim przyjacielem i chcę Ci pomóc
- Ale to już jest bez znaczenia- powiedział opierając się o blat w kuchni. Podeszłam do niego i przytuliłam z całej siły
- Będzie dobrze, jak będziesz chciał pogadać to możesz zawsze do mnie przyjść. - powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko, jego oczy były przepełnione bólem, rozpaczą, nie mogłam zrozumieć o co tak na prawdę mu chodziło.
-Ja pójdę do domu. Jutro się nie spotkamy bo mam ważne spotkanie ale jak będę miał czas to zadzwonię -cmoknął mnie w policzek i wyszedł.
***
Byliśmy głodni więc Dawid zamówił jaką pizze, po 30 min ją przywieźli. Rzuciliśmy się na nią jak Reksio na szynkę...
-Dawid, nie dobrze mi.. -Jęknęłam
-Co ci jest? Morze czerwone ?-zaśmiał się
-Nie, żołądek mnie boli..-mówiłam cicho
-Dam ci krople jakieś -po chwili przyniósł mi na łyżce krople żołądkowe i coś do popicia.
Położyłam się na łóżku, po czym szybko się zerwałam do łazienki.
-Masz-Kwiat podał mi kubek z wodą
Nagle do łazienki wbiegł Wrzosek który tak jak ja zaczął wymiotować.
-Ty też?-zaśmiał się Dawid.
***
Leżeliśmy z Sebą wyczerpani na łóżku w sumie to tylko ja bo on już spał a Kwiatkowski cały czas mi coś donosił. Fajnie mieć służącego haha.
-Jak się czujesz?-zapytał z troską kładąc się na skraju łóżka obok mnie.
-Średnio-wybełkotałam
-Trochę moja wina..
-Czemu? Weź przestań już się obwiniać
-Ja ją zamawiałem..
-No i co..to nie twoja wina-wtuliłam się w niego
*Oczami Dawida*
Gdy Blanka mnie przytuliła, mogłem tak całe życie już leżeć. Jeszcze bardziej się w nią wtuliłem i nie odrywałem. Zasnęliśmy w tej pozycji.
***
Rano obudziłem się razem z Wrzoskiem w łóżku..ciekawe gdzie Blanka, oby nie znowu w łazience! Wstałem i poszedłem do kuchni, ku mojemu zdziwieniu nic jej nie było.
Stała oparta o blat pijąc wodę.
-Ooo wstała królewna?
-A no -uśmiechnęła się
-To naszykujemy śniadanie, chodź.
Wyciągnęliśmy wszystko i siedliśmy do stołu.
-Czemu nic nie jesz?
-Wole nie, bo te kanapki były robione przez ciebie..
-To sobie zrób sama-burknąłem
-Ej żartuje przecież-zaśmiała się -nie jestem głodna-dodała
-Musisz coś zjeść
-Ale nie jestem głodna
-Ale musisz chudzino!-rzuciłem w nią rzodkiewką
Blanka coś tam przełknęła i poszła się przebrać, a ja dokończyłem moje śniadanie i wróciłem zajrzeć do Wrzoska czy jeszcze żyje. Spał, więc nawet go nie budziłem.
***
Po godzinie Sebastian się obudził więc stwierdziliśmy że idziemy na jakiś spacer a później do maka na obiad.
*Oczami Blanki*
Już trochę lepiej się czułam, ale nadal będę uważać na to co jem. Chodziliśmy po parku już dłuższy czas.
-Chodźcie usiądziemy przy jeziorze na chwilę-powiedziałam po czym udałam się szybkim krokiem w ta stronę.
- Dlaczego tak szybko szłaś dziewczyno? -spytał Kwiat kiedy dołączył do mnie i usiadł na trawie
- Jezu Blanka to maraton miał być czy co? - zapytał zmęczony Wrzosek i stanął przed nami.
Chciałam się położyć żeby złapać trochę słońca ale moje plany zakłóciły czyjeś krzyki wołające moje imię. Stanęłam szybko na nogi i zaczęłam się rozglądać. Po chwili dostrzegłam znajomą mi sylwetkę idącą w moim kierunku
- Blanka to ty? - spytała dziewczyna i wtedy zobaczyłam dokładnie jej buzię, to była moja koleżanka ze szkoły tanecznej z Kołobrzegu. Dawid z Wrzoskiem stanęli nagle za mną i patrzyli na dziewczynę
- Boże Ola co tutaj robisz-spytałam i przytuliłam dziewczynę
- przyjechałam niedawno ale jutro już wracam, musiałam pozałatwiać parę spraw
- Cieszę się, że Cie widzę jak zespół?
- Całkiem, całkiem, ale brakuje nam ciebie nie myślałaś może o powrocie?
Twoje ciało idealnie nadaje się do tej choreografii
- Nie Ola, nie wracam, strasznie żałuję odejścia ale tak już musiało być. A tak w ogóle to, to jest Dawid a to Sebastian, chłopacy to jest Ola
- Miło mi was poznać, ale niestety nie mogę dłużej zostać mam ważne spotkanie. Blanka jak będziesz u nas to przyjdź na próbę, cześć-powiedziała ciepło i poszła
Chłopacy patrzyli się na mnie ze zdziwieniem.
- kto to był? - spytał Dawid
- Moja trenerka, dawna
- Ćwiczyłaś coś? - zdziwił się Wrzosek
- Tak, tańczyłam przez dłuższy okres mojego życia.
- To dlaczego wyjechałaś?
- Głównie to dlatego że tu jest więcej możliwości, ale jeszcze jedna sytuacja zmusiła mnie na przyjazd, to co idziemy coś zjeść?- spytałam i zabrałam torebkę która leżała na trawie.
-Ok, chodźmy-ruszyliśmy w stronę maka
***
Kwiatkowski i Wrzosek nie chcieli siedzieć w domu więc pojechali na jakąś imprezę. Ja nie miałam ochoty ale też nie mogłam, bo jutro mam szkołę, więc zaraz jak wyszli wróciłam do domu mojego brata.
Odrobiłam lekcje, trochę się pouczyłam i poszłam pooglądać telewizje.
Było już około 20, nagle zadzwonił mój telefon. Igor,nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam go do ucha.
-Siemka-powiedziałam
-Gdzie ty jesteś?-powiedział szybko
-No u mnie w domu a co?
-Dawid i Wrzosek też tam są? Bo nie ma ich w mieszkaniu.
-Nie, sama jestem
-Co?Jak to?Gdzie oni są kurwa?-mówił jak katarynka
-Igor, spokojnie, nic mi nie jest. Oni gdzieś pojechali a ja nie chciałam bo mam jutro szkołe.
-I tak dostaną opierdol, zaraz u ciebie będę!
-Nie musisz, za nie długo idę spać.
-Musze, rano do szkoły cię odwiozę.
-Dobrze uparciuchu
-To za chwilę będę pa
-Pa-rozłączyłam się
*Oczami Igora*
Co za idioci, jeśli by jej się coś stało to Bartek by nas zabił..Ciekawe gdzie oni teraz są, pewnie bawią się w jakimś klubie i mają wszystko w dupie.
-Czemu zostawiliście Blankę samą?-zadzwoniłem do Wrzoska
-Coś się z nią stało? Co jej jest?-ledwo go słyszałem bo muzyka była bardzo głośno
-Nic, mieliście się nią opiekować a wy sobie imprezujecie-krzyknąłem
-Spokojnie, ona nie jest małym dzieckiem...
-Ale obiecaliśmy Bartkowi że będziemy się nią opiekować!
-Dobrze, nie spinaj tak. Jutro do niej pojedziemy.
***
-Pakuj się do tego auta bo do szkoły się spóźnisz..-krzyknąłem
-Już jestem, Pigor -zaśmiała się
Zawiozłem ją pod budynek i pojechałem na spotkanie w związku z letnimi obozami fanowskimi Dawida.
--------------------------------------
Komentujcie <3
--------------------------------------
Komentujcie <3


